Walnąwszy plecami o lustro, upadłaś bezwładnie na podłogę. Czułaś się tak jakby ktoś zrzucił cię z co najmniej czwartego piętra. Z ran ciekła ci krew, a odłamki stłuczonego szkła, dodatkowo wbijały ci się w brzuch, ręce i twarz. Z przerażeniem przeczesywałaś pomieszczenie, ale było zbyt ciemno, na to, aby cokolwiek zobaczyć. Dookoła siebie słyszałaś kobiece chichoty zadowolenia.
- _________.... Aż żal patrzeć, jak nisko upadłaś - usłyszałaś, po czym poczułaś jak ktoś ręką, mocno złapał twą twarz, po czym brutalnie puścił - Skończcie to....
Ale nic się nie działo. Błąkałaś wzrokiem po pomieszczeniu, szukając nadziei. Cztery wysokie, ciemne postaci stały, po twoich bokach, a na przeciwko ciebie stały kolejne trzy. Te jednak były kobietami i były o wiele niższe.
- Nie macie zamiaru tego zrobić?! - odezwała się jedna z nich z wściekłością.
Pozostałe dwie złapały ją za ręce.