Witajcie po długiej
przerwie. Na swoje wytłumaczenie powiem, że cały lipiec miałam zawalony przez
ŚDM, potem przez tydzień odsypiałam, potem przygotowania do wyjazdu rodziców i
dwójki najmłodszego rodzeństwa za granicę, potem ich wyjazd i ogarnianie, ile
tak naprawdę jest w domu pracy… a potem to już tylko zwykłe lenistwo XDD
Ale. Dodaję ten
scenariusz tylko i wyłącznie dlatego, że udało mi się odnaleźć pendriva, na
którym była zapisana większa jego część. Gdyby nie to, musiałabym go pisać od
nowa, a tego mi się straaasznie nie chciało robić. I w sumie to był główny
powód mojego lenistwa. Wybaczcie >.<
Nie jestem z niego
zbytnio zadowolona, mam wrażenie, że zawaliłam na całej linii, bo to jest tak
chore, że normalnie ja się dziwię, że jeszcze mi mózgu nie rozje*ło…
Ale mam nadzieję, że
chociaż jednemu z was się to przynajmniej po części spodoba xD Wiem, jestem
straszna ;P
Nie przedłużając, oto
jest… takie cuś. I miłego (?) czytania~
~Dla Marysi ;3
Przyspieszyłaś
kroku, uciekając przed coraz mocniejszym deszczem. Byłaś zła i przemoczona do
suchej nitki. Gdzieś w oddali rozległ się grzmot. Zacisnęłaś usta
niezadowolona. Super. Teraz jeszcze
burza. Po prostu lepiej być nie może.
Nagle
ogarnęło cię dziwne uczucie, jakby ktoś na ciebie patrzył. Potarłaś kark i
zerknęłaś do tyłu, jednak nikogo nie zauważyłaś. Mimo to wrażenie zamiast
ustąpić, jeszcze się wzmogło. Skrzywiłaś się i biegiem pokonałaś ostatnie
uliczki dzielące cię od domu. Wpadłaś z impetem do środka i natychmiast
zamknęłaś za sobą drzwi, oddychając ciężko. Mieszkałaś sama w niewielkim domku
na obrzeżach Busan i teraz trochę tego żałowałaś.
Czym prędzej zrzuciłaś z siebie ociekające wodą ubrania i przebrałaś się w coś ciepłego, po czym zrobiłaś sobie gorącą czekoladę. Z parującym kubkiem w dłoniach usadowiłaś się w fotelu i otuliłaś puchatym kocem – jedyną pamiątką po rodzicach, którzy zginęli w wypadku, kiedy byłaś malutka – a w każdym razie tak ci powiedziano. Prawda była taka, że nie pamiętałaś niczego, co wydarzyło się przed twoimi siedemnastymi urodzinami. Twoje pierwsze wspomnienie to oślepiająca biel szpitala i zatroskana twarz chłopaka. Jak się później okazało, był to twój przyjaciel, Jimin. To od niego w większości dowiedziałaś się o swojej przeszłości i to dzięki niemu mieszkałaś w tym małym domku, który kiedyś był jego własnością.
Czym prędzej zrzuciłaś z siebie ociekające wodą ubrania i przebrałaś się w coś ciepłego, po czym zrobiłaś sobie gorącą czekoladę. Z parującym kubkiem w dłoniach usadowiłaś się w fotelu i otuliłaś puchatym kocem – jedyną pamiątką po rodzicach, którzy zginęli w wypadku, kiedy byłaś malutka – a w każdym razie tak ci powiedziano. Prawda była taka, że nie pamiętałaś niczego, co wydarzyło się przed twoimi siedemnastymi urodzinami. Twoje pierwsze wspomnienie to oślepiająca biel szpitala i zatroskana twarz chłopaka. Jak się później okazało, był to twój przyjaciel, Jimin. To od niego w większości dowiedziałaś się o swojej przeszłości i to dzięki niemu mieszkałaś w tym małym domku, który kiedyś był jego własnością.
No właśnie.
Kiedyś. Jimin zginął dwa lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach, w wieczór
podobny do dzisiejszego. Niebo zasnute ciemnymi chmurami, świat pogrążony w
mroku, przecinanym od czasu do czasu błyskawicami i zalewany strugami
rzęsistego deszczu. Chłopak wyskoczył na chwilę do sklepu po jakiś drobiazg i
już nie wrócił. Następnego dnia znaleziono go w ciemnym zaułku niedaleko domu.
Jego oczy były szeroko otwarte, a twarz zastygła w grymasie przerażenia i
niewyobrażalnego cierpienia. Jego klatka piersiowa była jedną wielką krwawą
miazgą, a w prawej dłoni ściskał swoje serce.
Zadrżałaś na
samo wspomnienie tego okropnego dnia i szczelniej otuliłaś się kocem. Byłaś
pewna, że nigdy nie uda ci się wymazać z pamięci tego widoku. Oczywiście
policja zajęła się tą sprawą, ale nie udało im się znaleźć żadnej logicznej
przyczyny śmierci twego przyjaciela. W sumie wszystko jedno. Nie miało to dla
ciebie większego znaczenia wobec faktu, że zostałaś zupełnie sama.
Poza Jiminem
nie miałaś ani jednej bliskiej ci osoby. Nie pracowałaś – twoi rodzice przed
śmiercią byli bardzo bogaci i żyłaś ze spadku po nich, Jimin też nie był
biedakiem i zostawił ci sporą sumkę. Nie mogłaś powiedzieć, że byłaś ustawiona
do końca życia, ale póki co na wszystko ci wystarczało.
Nagle znów
poczułaś się obserwowana. Potarłaś dłonią swędzący kark i podeszłaś do okna. Po
drugiej stronie ulicy, w cieniu drzewa stała samotna ludzka postać. Przetarłaś
szybę rękawem, żeby lepiej widzieć, ale na próżno.
W tym
momencie oślepiło cię światło błyskawicy, a sekundę później rozległ się grzmot.
Gdy ponownie wyjrzałaś na zewnątrz, zobaczyłaś coś, co sprawiło, że z cichym
piskiem cofnęłaś się o kilka kroków. Tuż po drugiej stronie szkła znajdowała
się blada twarz chłopaka, piorunująca cię ponurym i przepełnionym gniewem i
nienawiścią wzrokiem. Przyłożyłaś dłoń do klatki piersiowej, wpatrując się w
niego przerażona. Mrugnęłaś i twarz znikła, jakby jej tam nigdy nie było. Na
drżących nogach podeszłaś spowrotem do okna i znów zobaczyłaś postać stojącą
pod drzewem, jednak tym razem czułaś na sobie jej przeszywający wzrok.
Potrząsnęłaś głową i poszłaś do swojego pokoju, jak najprędzej wskakując pod
kołdrę i otulając się nią szczelnie. Po
prostu mi się przywidziało, to wszystko, powtarzałaś sobie w myślach, ale
wiedziałaś, że tak naprawdę próbujesz oszukać samą siebie.
~*~*~*~
Mimo
początkowego strachu, stosunkowo szybko zapomniałaś o tym zdarzeniu, powracając
do codziennej rutyny. Jadłaś, spałaś, wychodziłaś na spacery, a w przerwach
między tymi zajęciami czytałaś książki, oglądałaś filmy lub słuchałaś muzyki z
całego mnóstwa płyt, które zostawił ci Jimin. Szczególnie lubiłaś to ostatnie,
bo gdy zamknęłaś oczy, miałaś wrażenie, jakby przyjaciel siedział obok ciebie,
tak blisko, że gdybyś wyciągnęła rękę, mogłabyś go dotknąć.
Pogoda
dopisywała, co było dość dziwne jak na marzec, ale nie narzekałaś. Czując coraz
mocniejszy powiew wiosny, któregoś słonecznego dnia postanowiłaś umyć okna.
Kiedy wypucowałaś już wszystkie w całym domu, skierowałaś się do pokoju, w
którym Jimin mieszkał przed śmiercią. Zawahałaś się lekko przed drzwiami, ale
zacisnęłaś usta i zdecydowanie przekroczyłaś próg.
Pokój Jimina
wyglądał dokładnie tak samo od prawie dwóch lat, czyli od śmierci twego
przyjaciela. Niczego w nim nie ruszałaś ani nie przestawiałaś, tylko od czasu
do czasu przecierałaś kurze. Czasami, kiedy czułaś się przygnębiona,
przychodziłaś tu i siadałaś na krześle przy biurku, napawając się zapachem
pomieszczenia. Panował w nim taki spokój, takie… zatrzymanie się w czasie.
Dzięki temu mogłaś choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i wyobrażać
sobie, że wszystko jest jak dawniej, że za kilka minut chłopak ze śmiechem
wpadnie do pokoju, ogłaszając wszem i wobec swoją radość z powodu jakiegoś
głupstwa…
Potrząsnęłaś
głową, wyrywając się ze wspomnień i z werwą zabrałaś się za szorowanie
zatłuszczonej szyby. Niedługo później skończyłaś i cofnęłaś się kilka kroków,
by móc podziwiać swe dzieło. Pech chciał, że potknęłaś się o szafkę,
przewracając się razem z nią i całą jej zawartością. Z dwóch szuflad wypadły
jakieś długopisy i papiery. No tak. Przecież Jimin składował tutaj tak zwaną
„makulaturę”, w dolnej szufladzie papiery o jednej stronie zapisanej, a drugiej
czystej, a w górnej czyste kartki i pudełko długopisów. Uśmiechnęłaś się pod
nosem na to wspomnienie i zaczęłaś sprzątać ten bałagan. Po wszystkim ustawiłaś
szafkę na swoim miejscu i wycofałaś się, nie chcąc wyrządzić większych szkód, ale
nastąpiłaś na coś. Była to książeczka wielkości zeszytu, tylko znacznie
grubsza, oprawiona w czerwoną skórę. Musiała wypaść z szafki, tylko z jakiegoś
powodu umknęła twej uwadze. Zaintrygowana podniosłaś ją i otworzyłaś,
dostrzegając na pierwszej stronie pełne nazwisko zmarłego przyjaciela.
Przewróciłaś kilka stron, zapisanych znajomym charakterem pisma. Przesunęłaś
palcami po literach, czując jak w kącikach oczu zbierają się łzy, jednak nie
pozwoliłaś im popłynąć. Przekartkowałaś pamiętnik, czytając od czasu do czasu
jakiś krótszy wpis. W pewnym momencie zmarszczyłaś brwi przy jednym z nich.
Notatka z dwudziestego szóstego grudnia była wyraźnie krótsza od pozostałych,
zawierała tylko kilka linijek.
Dzisiaj znów go
widziałem. Wpatrywał się w ______ z taką nienawiścią, że aż przechodzą ciarki
po plecach. Czego on może od niej chcieć? Dlaczego pojawia się tylko podczas
burzy? Po co łazi za ______ od zeszłego Halloween? I czemu mam wrażenie, że go
kiedyś znałem?
Zadrżałaś
lekko i zamknęłaś książeczkę, czując nieprzyjemne mrowienie w całym ciele. O
kim on pisał? Co to za osoba? Przypomniałaś sobie burzę sprzed dwóch tygodni,
kiedy miałaś wrażenie, że jesteś obserwowana. I ta twarz… Czyżby chodziło o
tego chłopaka? Potrząsnęłaś głową i chciałaś wyjść z pokoju, zabierając ze sobą
notes, jednak coś cię zatrzymało. Jakieś niejasne przeczucie, że nie powinnaś
tego robić. Spojrzałaś zamyślona na pamiętnik i po dłuższej chwili odłożyłaś go
do górnej szuflady szafki, zaraz obok pudełka z długopisami, po czym wyszłaś i dokładnie
zamknęłaś drzwi.
~*~*~*~
Przez kilka
dni zmagałaś się sama ze sobą, robiąc wszystko, żeby nie wrócić do pokoju
Jimina i nie zacząć na powrót przeglądać jego pamiętnika. Owszem, chłopak już
nie żył, ale to były jego prywatne zapiski i czułabyś się dziwnie, czytając to,
jednak od zawsze byłaś strasznie ciekawska. Cokolwiek byś nie robiła, po głowie
wciąż chodziła ci ta myśl, a gdy czułaś, że już nie wytrzymasz, wychodziłaś na
długi spacer.
Pech chciał,
że tym razem padał bardzo mocny deszcz. Chcąc niechcąc, zrezygnowałaś z pomysłu
wyjścia i usadowiłaś się w fotelu, włączając telewizor. Nie na wiele się to
zdało, bo kilka minut później uległaś natrętnej myśli, wyłączyłaś urządzenie i
powędrowałaś na górę do pokoju przyjaciela. Wyjęłaś czerwoną książeczkę,
usadowiłaś się wygodnie na krześle i odszukałaś ów wpis, który cię wręcz
chorobliwie zaintrygował i przeczytałaś go jeszcze dwukrotnie, próbując
cokolwiek z tego zrozumieć. Przerzuciłaś kilka kartek w tył, przebiegając
wzrokiem po równych linijkach tekstu. Czułaś się, jakbyś od nowa poznawała
Jimina. Było tam wszystko, od luźnych myśli do szczegółowych opisów zdarzeń i
odczuć. Co jakiś czas przyjaciel wspominał o tajemniczym obserwatorze, ale nie
było tam nic konkretnego, więc zaczęłaś czytać późniejsze notatki. Podobnie jak
poprzednio, i tu nieznajomy pojawiał się sporadycznie, choć coraz więcej było
pytań i domysłów na jego temat, aż do wpisu z dnia trzydziestego stycznia.
Dzisiaj z nim rozmawiałem. O ile
można to nazwać rozmową. Czerwone litery pojawiały się wszędzie, na kartkach,
na szybie, na stole i znikały zaraz po przeczytaniu. O ile czytaniem można
nazwać, kiedy w głowie po prostu rozbrzmiewa ci obcy głos. To było… dziwne. I
straszne. Dobrze, że ______ już spała, przynajmniej nie słyszała mojego
żałośnie brzmiącego głosu.
Ten dziwny i trochę przerażający
chłopak z pewnością jest widmem, zjawą, duszą, która ma niedokończone sprawy,
czy coś w tym stylu. Powiedział, że to przez ______ stał się taki, ale nie chce
mi się wierzyć. Przecież ona jest zbyt delikatna, zbyt bezbronna, zbyt kochana
by zrobić coś takiego. Mimo to on jest święcie przekonany, że to prawda.
Postaram się mu to wyperswadować i dowiedzieć się, o co w tym chodzi. Wiem, że
ta sprawa śmierdzi na kilometr, ale nie mam zamiaru pozwolić, by zrobił
jakąkolwiek krzywdę ______. Nie przedstawił mi się, ale wciąż mam wrażenie, że
go kiedyś znałem. Ciekawe jak ma na imię…
Wciągnęłaś powietrze do płuc i
wypuściłaś z cichym sykiem. Że co? Ty mu coś kiedyś zrobiłaś? Ale kiedy? I jak?
Pokręciłaś głową i przerzuciłaś stronę, zatapiając się w lekturze kolejnych
wpisów. Coraz częściej pojawiały się w nich wzmianki o tajemniczej zjawie,
które, choć wciąż zagadkowe, sprawiały, że w głowie zaczął ci się rysować
pewien obraz sytuacji.
…ciągle jest ubrany w to samo
ubranie i pojawia się tylko po zmroku podczas burzy. Dziwne, że tego wcześniej
nie zauważyłem…
…kiedy tylko próbuję zapytać o
cokolwiek z jego przeszłości, zamyka się i tylko patrzy na mnie tymi pełnymi
złości czarnymi oczami…
…na choćby wzmiankę o ______
jego twarz wykrzywia grymas nienawiści, ale ostatnio zauważyłem też w jego
oczach błysk żalu. Nie wiem, był to tylko ułamek sekundy i mogła to być tylko
moja wyobraźnia, ale może zaczyna wierzyć w to, że mam rację…
…posługuje się ulicznym
slangiem, tak jakby żył tam od dawna, ale w jego akcencie jest coś dziwnego,
jakby nie był stąd…
…nie jestem pewny, ale z jego
aluzji wynika, że kiedyś zrobił coś dla ______ i z tego powodu teraz tu jest.
Pewnie było to jeszcze zanim ______ straciła pamięć, bo nie przypominam sobie,
żeby mi kiedykolwiek o czymś podobnym mówiła…
Przygryzłaś leciutko wargę,
zastanawiając się, o co może chodzić. Nie pamiętałaś, żeby ktokolwiek ci w
czymkolwiek pomagał, za wyjątkiem twego jedynego przyjaciela. Chyba że to
faktycznie zdarzyło się przed wypadkiem. Pokiwałaś głową i przekręciłaś stronę,
chcąc powrócić do czytania i z zaskoczeniem zobaczyłaś tylko jedną notkę.
Różniła się ona od pozostałych, była napisana w pośpiechu i niedokończona.
Zerknęłaś na datę, czując nieprzyjemny uścisk w piersi. Trzynasty kwietnia.
Data śmierci Jimina. Z lekkim wahaniem zaczęłaś czytać jego ostatni wpis, mając
niejasne przeczucie, że jest on najważniejszy z nich wszystkich.
Dzisiaj się nie pojawił, choć
wciąż za oknem szaleje burza. To dziwne, bo zwykle przychodził, żeby „pogadać”.
Nie powiem, żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało. Chociaż nie, teraz
akurat chciałbym go zapytać o jedną rzecz. Moje przeczucie, że go znałem,
prawdopodobnie jest prawdziwe. Jeśli się nie mylę, jest to mój dawny przyjaciel
z czasów dzieciństwa, z którym kontakt urwał mi się, gdy przeprowadziłem się
tutaj z rodzicami.
Jest na dworze. Pokazał mi, żebym
wyszedł na zewnątrz. Ale jak się wytłumaczę ______, że wychodzę w taką pogodę?
Nie chcę, żeby się martwiła. Chcę po prostu dowiedzieć się, czy to on. Czy to Namjoon…
Ostatnie słowo było nieczytelne,
jakby ktoś zrobił kleks brunatnym atramentem. Tyle że Jimin nie używał pióra. Z
cichym westchnieniem przekartkowałaś pozostałe strony czerwonej książeczki, a
gdy niczego nie znalazłaś, zamknęłaś ją i zamarłaś w bezruchu. Na parapecie
okna, naprzeciwko ciebie siedział wysoki chłopak ubrany w ciemne, chyba czarne
ubrania. Nie widziałaś dokładnie w słabym świetle rzucanym tylko przez nocną
lampkę. Oddychałaś spazmatycznie, niezdolna wypowiedzieć nawet słowa, a kiedy
nieznajomy uniósł głowę, rzucając ci
ponure, wściekłe i pełne nienawiści spojrzenie, stchórzyłaś i uciekłaś do
swojego pokoju, zakopując się pod kołdrą. Bałaś się go i jego wzroku, który
mówił, że ma wielką ochotę cię zamordować. Choć pamiętnik przyjaciela trochę
przybliżył ci postać widma, w żadnym stopniu nie przygotował cię na spotkanie z
nim. W efekcie czułaś się teraz jak małe, zagubione dziecko w jednym domu z
psychopatą. Zadrżałaś i ścisnęłaś mocno poduszkę, modląc się w duchu, by ktoś
uwolnił cię z tego koszmaru. Niespodziewanie poczułaś przyjemne ciepło, jakby
ktoś położył się obok ciebie i szeptał ci do ucha słowa pocieszenia. Po chwili
uspokoiłaś się i rozluźniłaś, a ostatnią twoją myślą przed zaśnięciem było to,
że głos brzmiał bardzo znajomo, zupełnie jakby należał do Jimina…
~*~*~*~
Kilka
kolejnych dni minęło jak koszmarny sen. Najwyraźniej matka natura uwzięła się
na ciebie, bo nad Busan zaległ burzowy front atmosferyczny i nie zapowiadało
się, żeby w najbliższym czasie to się zmieniło. W krótkich przebłyskach słońca
setki Koreańczyków wychodziły na zewnątrz, zachwycając się niezwykle czystym i
świeżym powietrzem o delikatnym zapachu ozonu. Również ty korzystałaś z tych
ulotnych chwil spokoju, spacerując po ulubionym parku, a twymi towarzyszami
były wspomnienia chwil spędzonych ze zmarłym przyjacielem w tym miejscu.
O ile dni
były w porządku, po zmroku zaczynało się piekło, w każdym razie dla ciebie. Choć powoli strach
przed owym bezimiennym osobnikiem mijał, wciąż skakało ci ciśnienie, gdy
pojawiał się niespodziewanie w różnych miejscach domu. Co ciekawe, nigdy nie
pojawił się w twoim pokoju, więc kiedy już miałaś dość jego przeszywającego
wzroku na każdym kroku, po prostu szłaś spać.
Pokoju
Jimina unikałaś jak ognia, ale tego dnia coś cię podkusiło, żeby tam wejść.
Czerwony notes leżał tam, gdzie go zostawiłaś. Wzięłaś go ostrożnie i jeszcze
raz przeczytałaś ostatni wpis, próbując odcyfrować ostatnie słowo. Byłaś niemal
pewna, że to imię widma i zżerała cię ciekawość, dlaczego zjawie tak bardzo
zależy, by je zachować w tajemnicy.
Po kilku
minutach bezowocnych prób westchnęłaś cicho, kręcąc głową, a wtedy na
sąsiedniej, pustej stronie zaczęły się pojawiać litery napisane jakby
krwistoczerwonym atramentem. Gdy tylko na nie spojrzałaś, w twojej głowie
rozbrzmiał głęboki głos, który poruszył jakąś strunę w twej duszy, jakieś
odległe, zapomniane wspomnienie…
Nie uda ci się tego odczytać.
- C-co? –
wyjąkałaś niezbyt przytomnie, próbując złapać ową nieuchwytną myśl.
Krew już zaschła i rozpuściła atrament.
Nawet gdyby udało ci się ją zdrapać, nie zdołasz odczytać czegoś, czego już nie
ma.
Potrząsnęłaś
głową i wyjrzałaś znad notesu,
spodziewając się ujrzeć widmo siedzące na parapecie, jednak twój wzrok
natychmiast napotkał czarne oczy dosłownie kilkanaście centymetrów od twej
twarzy. Drgnęłaś zaskoczona, przymknęłaś oczy i powoli wypuściłaś powietrze z
płuc, próbując uspokoić galopujący puls.
- Czy ty
choć raz nie możesz pojawiać się tam, gdzie się ciebie spodziewam? – warknęłaś
z irytacją, bo twoje i tak zszargane nerwy zostały poddane kolejnej próbie.
Chłopak popukał znacząco palcem w kartkę, zwracając twą uwagę na właśnie
pojawiające się słowa.
To może następnym razem powiesz mi, gdzie
mam stanąć? Tak byłoby znacznie prościej…
W jego
głosie obok pogardy i złości zadźwięczała nutka sarkazmu i nikły cień
rozbawienia. Skrzywiłaś się nieznacznie, rzucając bezimiennemu znaczące
spojrzenie. Zjawa prychnęła bezgłośnie, ale posłusznie wycofała się na parapet,
obrzucając cię kolejnym przeszywającym spojrzeniem, od którego zrobiło ci się
zimno. Nagle uświadomiłaś sobie pewną rzecz.
- Jaka krew?
Czyli to, co zamazało to słowo, to nie atrament? – wyraz twarzy widma mówił
więcej niż tysiąc słów. Zagryzłaś wargę i odwróciłaś wzrok. Niespodziewanie
poczułaś na podbródku coś zimnego i jakaś siła zmusiła cię do spojrzenia
ponownie w przerażające oczy bezimiennego.
To krew. Wszystkie moje słowa są pisane
krwią.
- A-ale…
Jaką krwią? Czyją? – wyjąkałaś, czując nieprzyjemny uścisk w brzuchu. Chłopak
uśmiechnął się nieznacznie, ale był to grymas zimny i pozbawiony jakichkolwiek
śladów wesołości.
Krwią moich ofiar. Wszystkich tych, który
zabiłem.
Zjawa
zmrużyła oczy, przechylając lekko głowę. Jej badawczy wzrok uważnie lustrował
każdy centymetr twej twarzy, sprawiając, że poczułaś się bardzo nieswojo.
Spróbowałaś się wyrwać, ale zimne bezcielesne palce widma ścisnęły cię mocniej,
uniemożliwiając jakikolwiek ruch. W końcu, po długiej, ciągnącej się w
nieskończoność chwili bezimienny cofnął się, uwalniając twoją twarz z
miażdżącego uścisku. Potarłaś podbródek, krzywiąc się lekko, gdy skóra w
miejscach, w których miała styczność z nie do końca materialnym ciałem
chłopaka, okazała się zimna jak lód.
- Dlaczego
mi to mówisz? Chcesz mnie przestraszyć? – wychrypiałaś, podciągając kolana pod
brodę i obejmując je ramionami. Gdy tylko zerknęłaś na czerwone litery, w
głowie rozbrzmiał ci drwiący głos widma.
Możliwe. Kto wie, może będziesz miała
wszystkiego dość i się zabijesz?
- Żartujesz,
prawda? Nie, specjalnie kłamiesz, żebym zrobiła to, co chcesz – zmrużyłaś oczy
podejrzliwie. Chłopak wykrzywił twarz we wściekłym grymasie, jakbyś popełniła
najgorszą zbrodnię na świecie.
Nigdy, przenigdy nie waż się mówić, że
kłamię. Nie masz pojęcia, jak bardzo bym chciał móc kłamać. O wiele szybciej by
mi poszło z tobą i twoim upartym charakterkiem. Weź idź zgiń, to będzie po
sprawie.
Bezimienny
wyprostował się, a jego twarz wyrażała teraz wyłącznie obojętność, co było
nawet jeszcze bardziej przerażające od jego „zwyczajnej” miny, do której w
pewnym sensie zdążyłaś się przyzwyczaić. W tym momencie ogarnęły cię trzy
uczucia, których nie znosiłaś najbardziej na świecie: strach, złość i poczucie
bezradności. Byłaś totalnie wytrącona z równowagi i już nie miałaś siły, by
myśleć nad tym, co mówisz i robisz.
- Człowieku,
co ja ci takiego zrobiłam?! – twój krzyk odbił się nienaturalnym echem, wywołując
na twarzy zjawy ledwo dostrzegalny grymas.
Chodź i sama zobacz.
Zmierzyłaś go nieufnym spojrzeniem.
- Gdzie iść?
Co zobaczyć? Co masz na myśli? – powiedziałaś, odchylając się na krześle, gdy
widmo zaczęło się do ciebie zbliżać.
Noc, której nie pamiętasz. Noc mojej
śmierci. Im bliżej podchodził chłopak, tym bardziej rzeczywistość dookoła
się rozmywała, aż w końcu nastała ciemność, przerywana pojawiającymi się z
rzadka błyskawicami. Nie mogłaś się poruszyć, a jednak zmieniający się punkt
widzenia dowodził, że idziesz. Kilkanaście metrów przed tobą podążała postać,
wyraźnie odcinająca się od otoczenia. Kobieta, w wyjściowym stroju, stukająca
szybko obcasami. Błysnęło, a ty z zaskoczeniem rozpoznałaś w niej… siebie.
Zrozumiałaś, że ciebie tam nie ma, a to co widzisz, to wspomnienie bezimiennego.
Twoją uwagę
zwrócił jakiś cichy szmer, niemal na granicy słyszalności. Wsłuchałaś się w
ciszę, z której po jakimś czasie udało ci się wyodrębnić najpierw niezrozumiałe
szepty, potem pojedyncze słowa, które zwolna zaczęły układać się w zdania.
Zamknęłaś oczy, by lepiej się skupić, a gdy je otworzyłaś…
…znalazłaś się w jego ciele. Szedł szybkim
krokiem za dziewczyną, która, zdaje się, coś przeczuwała, bo przyspieszyła
kroku. Irytował go ten hałas, który wywoływała swoimi szpilkami i chciał go jak
najszybciej zakończyć. Jednak, jako że była niebrzydka, najpierw się zabawi.
Kobieta szła tak szybko, jak jej na to
pozwalały wysokie obcasy, odwracając się co chwilę za siebie, jednak brak
działających latarni w pobliżu skutecznie uniemożliwiał jej dostrzeżenie
czegokolwiek. On również przyspieszył kroku, czując, jak na jego twarz wypływa
okrutny uśmiech.
- Oj, dziecino, trzeba było słuchać mamy i
nie włóczyć się po nocy. Przecież tu jest… niebezpiecznie… - wymruczał do
siebie, będąc już tylko kilka kroków za coraz wyraźniejszą postacią.
Nagle do jego uszu dobiegł cichy odgłos
silnika i zza zakrętu wychynął samochód bez świateł, pędzący z zawrotną
prędkością. Dziewczyna zatrzymała się na środku ulicy, spoglądając
rozszerzonymi ze strachu oczami na zbliżający się pojazd. Wtedy z niewiadomego
powodu odezwały się w nim ludzkie instynkty, które, jak myślał, bezpowrotnie
utracił. Rzucił się przed siebie, odpychając dziewczynę najmocniej jak
potrafił, tak iż ta uderzyła głową w krawężnik. Chwilę później poczuł silne
uderzenie i wszechogarniający ból, a ostatnim, co zapamiętał, były chłodne
krople deszczu spadające mu na twarz. Potem wszystko stało się jedną ciemną,
niewyraźną masą.
Moment
później przyglądałaś się temu z pewnej odległości, a obok ciebie stał chłopak,
którego zakrwawione, martwe ciało leżało na ulicy. Samochód zatrzymał się z
piskiem opon, a z niego wysiadł jakiś chłopak, najpewniej z zamiarem wyzywania
od najgorszych tego, który ośmielił się wpaść po koła jego nowego sportowego
auta, ale widząc dwa nieruchome ciała, czym prędzej wskoczył spowrotem za
kierownicę i odjechał równie szybko, jak się zjawił. Wtedy obraz znów stał się
zamazany, a gdy odzyskałaś ostrość widzenia, siedziałaś bezpiecznie w swoim
pokoju, a za oknem szalała burza.
- Co się… Co
się stało potem? – wychrypiałaś, wbijając zszokowany wzrok w widmo, które
wzruszyło ramionami. O ile wcześniej byłaś wytrącona z równowagi, to teraz w
twojej głowie panował kompletny chaos.
Jakiś przypadkowy przechodzień zadzwonił po
pogotowie i cię odratowali, ale straciłaś pamięć.
- A ty? –
zapytałaś, czując nieprzyjemny uścisk w gardle. Zjawa ponownie wzruszyła
ramionami, ale w pamiętniku i tak ukazały się słowa.
Byłem na ciebie wściekły. Przez jedną głupią
decyzję umarłem. Próbowałem cię zabić, ale przeszkodził mi ten chłopak. Przez
niego nie mogłem się do ciebie zbliżyć. A potem burza ustała i zniknąłem.
- To… nie
powinieneś być gdzieś tam, po drugiej stronie?
Chłopak
prychnął pogardliwie i wsadził ręce do kieszeni, opierając się niedbale o
szybę.
Mam tu niedokończone sprawy. Dopóki ich nie
rozwiążę, nie ma tam dla mnie miejsca.
Z cichym
sykiem wypuściłaś powietrze z płuc.
- Więc…
jesteś tu, bo ja wciąż żyję? – twój głos zadrżał lekko przy ostatnim słowie.
Widmo skinęło głową i odwróciło wzrok. Zamknęłaś pamiętnik i przycisnęłaś go do
piersi, zwijając się w kłębek na krześle, czując jak łzy napływają ci do oczu.
- To na co
czekasz? Zabij mnie… Będziesz miał z głowy… - rozpłakałaś się, wtulając twarz
między kolana. Po chwili poczułaś coś zimnego na głowie. Wzdrygnęłaś się, a
wtedy dłoń zjawy zabrała ci książeczkę i otworzyła ją, ukazując słowa wypisane
czerwonym atramentem.
Uwierz mi, wiele razy próbowałem, ale coś
mnie powstrzymuje. Albo ktoś. Chociaż on też już nie żyje. Wiele razy się nad
tym zastanawiałem i myślę, że to wszystko przez to, że wtedy ocaliłem ci życie.
Teraz nie mogę ci go odebrać. Musi to zrobić ktoś inny. Albo ty.
Wpatrywałaś
się tępo w pustą już stronę, nie czując kompletnie nic.
- Nie –
odezwałaś się po chwili i wyrwałaś przedmiot chłopakowi, zamykając go w szafce,
po czym skierowałaś się do sypialni i położyłaś na łóżku, opatulając szczelnie
pościelą. Czułaś, że tej nocy prędko nie zaśniesz.
~*~*~*~
Sezon burz skończył się tak
szybko, jak się pojawił, pozbawiając cię tym samym towarzystwa widma bez
imienia. Bez jego rozpraszającej i niezbyt przyjemnej obecności szybko
powróciłaś do względnie dobrego stanu psychicznego i codziennej rutyny.
Podczas popołudniowych spacerów
wiele myślałaś nad słowami widma. Czułaś się bardzo dziwnie, bo, o ile jego
słowa były prawdą, nie mógł zaznać spokoju z twojego powodu. Pfff, na pewno
były prawdą, pytanie, czy całą? Było to tym gorsze, że przecież gdyby nie on,
umarłabyś już dawno temu pod kołami rozpędzonego samochodu. Nie wiedziałaś, co
o tym sądzić. W sumie twoje życie nie miało jakiegoś głębszego celu, ba, w
ogóle go nie miało. Nie miałaś pracy, przyjaciół, a od dwóch lat rozmawiałaś
jedynie od czasu do czasu z sąsiadami. Jak tak się nad tym zastanawiałaś, nie
miałaś nic przeciwko śmierci. Jimin już dawno nie żył, więc i tak nikt by za
tobą nie tęsknił, ale odebranie sobie życia to całkiem inna sprawa. Nie miałaś wystarczająco
dużo odwagi, by to zrobić. Gdybyś na przykład w tym momencie została napadnięta
przez kolesia z nożem, nie broniłabyś się wcale, jednak wbicie sobie noża w
pierś samemu to zupełnie co innego.
Z tą myślą przemierzałaś
ciemniejące pomału uliczki miasta, zastanawiając się, jak to jest: umierać. Czy
to boli? Jeśli tak, to jak długo? Czy każdy tragicznie zmarły wraca na ziemię?
A może tylko niektórzy?
Nagle w twoje myśli wdarł się
niepokój. Przystanęłaś, próbując zrozumieć co go wywołało, jednak gdy nic
takiego nie dostrzegłaś, uczucie zamiast zniknąć, nasiliło się. Rozejrzałaś się
dookoła jeszcze raz, próbując powściągnąć wymykające się spod kontroli nerwy i
szybkim krokiem ruszyłaś do domu najkrótszą drogą. Co chwila oglądałaś się za
siebie, jakby upewniając się, że nikt cię nie ściga. Dopiero pod domem
zorientowałaś się, że nikogo za tobą nie ma i nie było.
Chciałaś
pomyśleć: nikogo żywego,
zadźwięczał ci w głowie ponury głos bezimiennego. Zmarszczyłaś brwi. Przecież
nie było burzy ani deszczu, nawet zmrok jeszcze dobrze nie zapadł. Potrząsnęłaś
głową i bez dalszej zwłoki weszłaś do budynku, zaszywając się w swoim pokoju.
~*~*~*~
Tej nocy nikt się nie pojawił.
Kiedy rano się obudziłaś, byłaś przekonana, że to był tylko wytwór twojej
chorej wyobraźni. Całkowicie rozluźniona, z leniwym uśmiechem na twarzy zeszłaś
do kuchni by zrobić sobie śniadanie, włączając po drodze telewizor. Byłaś
właśnie w trakcie jedzenia kanapki z dżemem, kiedy usłyszałaś coś, co zmroziło
ci krew w żyłach. Podgłośniłaś urządzenie, podchodząc bliżej i z rosnącym
przerażeniem przyglądałaś się sytuacji. Wczoraj wieczorem, w jednej z dzielnic
Busan najpierw zgwałcono, a potem zamordowano młodą kobietę. Serce ci się
ścisnęło na myśl, że byłaś tam zaledwie pół godziny przed tym zdarzeniem,
przechadzając się beztrosko i rozmyślając nad śmiercią.
To
mogłam być ja,
przemknęło ci przez głowę, ale wbrew twoim wczorajszym wyobrażeniom, ta myśl
bardzo cię przestraszyła. Wyłączyłaś telewizor i usiadłaś ciężko w fotelu,
tracąc ochotę na jedzenie. Nagle sobie coś uświadomiłaś. To musiała być sprawka
bezimiennej zjawy. Tylko po co? Przecież on chciał, byś umarła…
Potarłaś brodę w zamyśleniu,
modląc się w duchu, by tej nocy była burza. Musiałaś z nim koniecznie
porozmawiać.
~*~*~*~
Niestety, na spotkanie musiałaś
poczekać jeszcze kilka dni. Jak na złość pogoda dopisywała, dając ci zbyt wiele
czasu do myślenia, przez co pytania mnożyły się w zastraszającym tempie. Mimo
to byłaś przekonana, że gdy nadejdzie ten moment, wszystkie wylecą ci z głowy.
W końcu nadszedł ten upragniony,
deszczowy wieczór. Już od dłuższego czasu przebywałaś w pokoju swego zmarłego
przyjaciela, siedząc jak na szpilkach na miękkim łóżku chłopaka. W pewnym
momencie przyszło ci do głowy, że widmo wcale nie musi się tu pojawić.
Zadrżałaś na samą myśl, że wszystkie te pytania miałyby poczekać jeszcze choć
jeden dzień.
Na szczęście niedługo później
poczułaś zimny powiew na skórze i przy oknie zmaterializował się bezimienny
chłopak. Odetchnęłaś dyskretnie, czując, jak całe napięcie spowodowane
niepewnością opuszcza twoje ciało, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienie.
- Pewnie się zdziwisz, ale
chciałam z tobą porozmawiać – rzuciłaś zamiast powitania, rzucając mu krótkie
spojrzenie i otwierając notes zmarłego przyjaciela na losowej stronie.
A
cóż takiego sprawiło, że twoje uczucia względem mnie tak diametralnie się
zmieniły?
Skrzywiłaś się, słysząc
prychnięcie zjawy i posłałaś chłopakowi mordercze spojrzenie.
- Wcale się nie zmieniły. Nadal
ci nie ufam, nie lubię i nie rozumiem, w dodatku najchętniej udusiłabym cię
gołymi rękami, gdyby tylko to było możliwe. Po prostu wynikła taka potrzeba, w
czym zresztą maczałeś swoje zimne paluchy.
Widmo wsadziło nonszalancko ręce
do kieszeni i ze spokojem, a nawet cieniem rozbawienia przysłuchiwało się
twojej tyradzie, co strasznie cię irytowało.
Mówisz
zapewne o sytuacji sprzed paru dni? Nie, nie musisz mi dziękować… - tu bezimienny parsknął czymś,
co chyba miało przypominać śmiech, ale wyszło bardziej jak kasłanie szczura.
Wydałaś z siebie niezadowolony pomruk i z trudem powstrzymałaś się od
przekleństwa cisnącego ci się na usta.
- Nawet nie miałam takiego
zamiaru. Doskonale wiem, że zabiłbyś mnie, gdybyś tylko mógł. Pytanie brzmi,
dlaczego więc mnie uratowałeś?
Hm,
to bardzo proste. To JA byłem mordercą – upiór wzruszył ramionami i oparł się niedbale o ścianę,
przyglądając się twojej reakcji.
Zaskoczona uniosłaś brwi. No,
tego to się nie spodziewałaś. Chociaż właściwie dlaczego? Tajemnicze widmo
nigdy nie ukrywało, że zabijanie sprawia mu satysfakcję, więc czemu w tym
momencie poczułaś w sercu maleńkie ukłucie żalu?
Potrząsnęłaś głową, odganiając
coraz dziwniejsze myśli i postanowiłaś zadać pytanie, które nasuwało się samo
przez się.
- A teraz wytłumacz mi, jak to
możliwe, skoro wtedy nie było ani nocy, ani burzy?
Zjawa uśmiechnęła się, ale był
to bardzo niepokojący uśmiech, mroczny i pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych
uczuć.
To,
że mnie nie widać, nie znaczy, że mnie nie ma. Tak się składa, że podczas lat
życia jako duch nauczyłem się wielu przydatnych rzeczy. Na przykład opętywania
przypadkowych przechodniów i zmuszania ich do zrobienia rzeczy, których ja
aktualnie nie mogę robić…
- Zamknij się! – syknęłaś ostro,
spoglądając na bezimiennego z oburzeniem i gniewem tak wielkim, że aż
graniczącym z nienawiścią.
- Chcesz powiedzieć, że zmusiłeś
niewinnego człowieka do gwałtu i zabójstwa, zostawiając go z wyrzutami sumienia
na całe życie? I to za czyny, których nie popełnił z własnej woli?
Cóż,
ściślej rzecz ujmując, on i tak chciał to zrobić. Ja mu tylko „pomogłem”
pokonać wewnętrzne opory. Poza tym jego też zabiłem, więc nie musisz się
martwić o jego sumienie.
- Ty draniu! – wykrzyknęłaś i
rzuciłaś w upiora pamiętnikiem. Widmo miało jednak refleks i bez wysiłku złapało
przedmiot w powietrzu, odwracając w ten sposób, byś nadal mogła czytać.
Awansowałem
na drania, super. A co powiesz, jeżeli ci zdradzę, że śmierć twojego
przyjaciela –
to słowo niemal wypluł – również nie była
przypadkowa?
- Nieprzypadkowa? Co masz na myśli?
– zmarszczyłaś brwi, bojąc się tego, co możesz usłyszeć.
Głupia
______. Nie czytałaś uważnie jego pamiętnika. A z kim, że tak powiem, wyszedł
się zobaczyć?
Twoja mina wyrażała ciężki szok.
Przez kilka sekund nie byłaś w stanie się poruszyć, czy choćby odezwać. Dopiero
gdy dostrzegłaś błysk triumfu w matowych zwykle oczach, ocknęłaś się z tego
stanu.
- Nie wierzę, że jesteś takim
cholernym skurwysynem… Dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego mi go zabrałeś?! Dlaczego
zabrałeś mi Jimina?! – twój szept przerodził się w krzyk, gdy wstałaś
gwałtownie i odepchnęłaś zjawę najmocniej jak umiałaś. Upiór patrzył na ciebie
niewzruszenie, z nikłym tylko błyskiem niezdrowej fascynacji w czarnych
tęczówkach, kiedy ponownie podstawił ci pod nos otwarty notes.
Chciałem,
żebyś się załamała i powiesiła, ewentualnie pocięła lub skoczyła z mostu.
Ogólnie rzecz biorąc, chciałem, byś się zabiła. Jak widać, nie poskutkowało.
- Jebany skurwiel – warknęłaś,
sztyletując chłopaka wzrokiem, który tylko wzruszył nieznacznie ramionami.
Jeśli
cię to zainteresuje, mogę ci opowiedzieć, co czułem, gdy zmuszałem go do
wyrwania sobie własnoręcznie serca… - dalej już nie doczytałaś, bo napływające łzy rozmyły ci
obraz przed oczami. Spoliczkowałaś bezimiennego, a z twych ust wyrwały się
urywki słów przeplatane wszystkimi najgorszymi określeniami, jakie znałaś.
Spokojnie,
króliczku. Jeśli myślisz, że to mnie obrazi, to nie słyszałaś wyzwisk używanych
na ulicy.
- Wiesz co? Mam to gdzieś! Będę
cierpieć, owszem, ale nie dam ci tej satysfakcji i będę żyć mimo to. Cierp
teraz razem ze mną, morderco! – odwróciłaś się i wypadłaś z pokoju Jimina,
wbiegając do swojej sypialni i rzucając się na łóżko z płaczem. Dłoń jeszcze
piekła cię od zetknięcia z lodowatą skórą widma.
Dlaczego
on mi to robi? Dlaczego nie może zostawić mnie w spokoju?
~*~*~*~
Pogoda to
bardzo kapryśna pani i najwyraźniej miała cię w głębokim poważaniu, bo przez
kolejny tydzień każdego wieczoru musiałaś znosić obecność tego chorego na
umyśle widma. Co ciekawe, nawet nie próbował cię irytować, tylko chodził z kąta
w kąt jak cień człowieka, którym zresztą był. Szczerze, to parę razy jego
dziwne zachowanie zaprzątnęło twoje myśli, ale kiedy tylko zorientowałaś się,
że to robisz, ze złością zajmowałaś się czymkolwiek.
Pewnego
ranka obudziły cię ciepłe promienie słońca. Uśmiechnęłaś się i przeciągnęłaś
leniwie, bo to znaczyło, że czas przebywania z owym irytującym osobnikiem
dobiegł końca. Czułaś głęboką satysfakcję, że ten koszmar się skończył, choć w
głębi serca zdawałaś sobie sprawę, że nie uciekniesz od widma, które
prawdopodobnie pojawi się przy najbliższej okazji. Nie chciałaś sobie jednak
psuć nastroju i po prostu zepchnęłaś tę myśl w najdalsze zakamarki świadomości.
Zdecydowanym ruchem wstałaś z łóżka, ubrałaś się i zrobiłaś sobie śniadanie. Planowałaś
spędzić dzisiejszy dzień przy kawie i książce, więc gdy tylko skończyłaś
posiłek, zaparzyłaś sobie ów napój. Już nawet wybrałaś sobie książkę z
biblioteczki, kiedy dostrzegłaś na „stoliku do kawy” coś, czego się kompletnie
nie spodziewałaś.
Odstawiłaś
kawę na stolik, biorąc w dłonie kopertę, na której widniało twoje imię,
zapisane czerwonym atramentem – lub krwią, na co wpadłaś, kiedy rozpoznałaś
charakterystyczne pismo widma, które rozpłynęło się, gdy tylko jego głos
wybrzmiał w twojej głowie. Z ciekawością rozerwałaś papier i wyjęłaś ze środka
kartkę złożoną na czworo, całą zapisaną krwawymi literami.
Nie potrafię pisać listów. Nigdy za życia
żadnego nie napisałem, ale coś mi mówi, że chyba powinnaś się dowiedzieć kilku
rzeczy.
To wszystko nie jest takie proste, jak się
wydaje. Jimin nie był tylko twoim „przyjacielem”. Nie wiesz wielu rzeczy na
jego temat, a ja nie mogę ci ich powiedzieć. Ale mogę ci opowiedzieć trochę o
sobie.
Owszem, twoja irytacja i złość mnie bawi.
Lubię patrzeć na ciebie, kiedy jesteś przerażona moim okrucieństwem. Kiedy nie
możesz uwierzyć, że ktokolwiek mógłby być do tego zdolny. Ale jakaś część mnie
uważa, że nie robię dobrze, niszcząc cię w ten sposób. Ona jest bardzo mała,
dlatego zazwyczaj po prostu ją ignoruję, jednak przez ostatnie parę dni czułem
się dziwnie. To się chyba nazywa wyrzuty sumienia, czy jakoś tak. Nie wiem, nie
czułem tego od bardzo, bardzo dawna.
Bycie mordercą jest całkiem fajne, jedyne,
co przeszkadza, to ten ciągły głód. Głód czegoś, czego nie potrafię znaleźć.
Nawet kolejne ofiary nie potrafią mi tego dać. A najgorsze jest to, że nie
wiem, czego szukać.
Kiedy umarłem, miałem dużo czasu na
przemyślenia. Obserwowałem ludzi, wyciągałem z nich najgorsze instynkty, ale
nie każdy się w nich zatracał. Nie rozumiałem tego, do czasu, aż dotarło do
mnie, że nikt nie stanie się psychopata bez powodu. Ja nie miałem na nich
wystarczającego wpływu, dlatego zacząłem grać w tę chorą grę. Tak, uważam, że
jest chora, mimo iż sprawiała mi cholerną satysfakcję. Najpierw przez jakiś
czas obserwowałem cel, dowiadując się, jakie są jego słabe punkty, a potem
niszczyłem je po kolei, z przyjemnością patrząc, jak kolejna osoba stacza się
na samo dno.
Nikt z nich mnie nie widział, do czasu, aż
postanowiłem się odegrać na człowieku, który zostawił mnie, kiedy go
najbardziej potrzebowałem. Byłem zaskoczony, że Jimin mnie widzi. Było to nawet
przyjemne odkrycie, ale gdy się okazało, że może mnie zobaczyć tylko przy
specjalnych warunkach, wściekłem się. Tak samo, albo i jeszcze bardziej wkurwiło
mnie odkrycie, że opiekuje się osobą, przez którą zostałem skazany na tą jebaną
egzystencję. Nienawiść już dawno wyżarła ze mnie wszystko, co dobre, aż została
pustka, ale wtedy wróciła jeszcze silniejsza, niż kiedykolwiek. Nie sądziłem,
że jestem w stanie nienawidzić kogoś tak mocno. Nawet ojczyma, mordercy mojej
matki nie nienawidziłem aż tak bardzo.
Chciałem cię zniszczyć, nadal chcę, chociaż
ostatnio ta chęć jakby osłabła. Kiedy zabiłem Jimina, czułem smutek. Owszem, to
było cudowne uczucie, miażdżyć mu żebra i zmuszać do wyrwania sobie serca, ale
potem… Potem coś dziwnego stało się z moimi oczami, pierwszy raz odkąd
skończyłem dziewięć lat. Nie wiedziałem, że duchy też tak potrafią. Nieważne.
Nie lubię o tym mówić, nigdy nikomu nie powiedziałem,
dlaczego tak jest. Tym bardziej nie wiem, dlaczego to piszę, ale ta jebana mała
cząstka wewnątrz mnie nie pozwala mi przestać.
Straciłem zbyt wielu przyjaciół
I nie mógłbym pomóc, ale pluć i pluć, ciągle
powtarzając zbyt wiele przekleństw
Moje oczy muszą oglądać zbyt wiele końców
na zewnątrz było całe pole bitwy, więc
wydobywam tasak*
Zabijanie pomaga mi to przetrwać, czy ci się
to podoba, czy nie, dlatego
Pieprzyć to, ja po prostu robię swoje
Więc ty też rób swoje, suko**
Dlaczego twoja cholerna egzystencja musi
sprawiać, że czuję się winny? Och, tak bardzo chciałbym cię zabić… Ale coś, a
raczej ktoś mi nie pozwala! Mogłem najpierw zabić ciebie, a potem jego…
Ten sku… skubaniec Jimin rzucił na mnie
klątwę. Teraz nie mogę nic zrobić. A w każdym razie nic, co by cię skrzywdziło.
Tyle że przez to nie mogę też odejść. I to wszystko ma związek z tobą. Ugh, jak
ja cię kurwa nienawidzę…
Ale mimo to coś mi mówi, że mogłabyś mnie
zrozumieć. Przez tego chuja Jimina klątwa nie zostanie zdjęta bez twojej zgody.
Ale prawdziwej zgody, twojej własnej i nieprzymuszonej. Dlatego mnie widzisz i
dlatego też muszę jakoś złapać z tobą więź, chociaż sam diabeł wie, że nie mam
na to żadnej, kurwa, ochoty.
Jedno się tylko nie zmieniło po śmierci. W
zasadzie to pod tym względem i życie, i egzystencja po nim, są całkiem podobne.
Życie to nieprzerwana świadomość i samotność
Czy masz, czy nie masz wielu ludzi przy
sobie
Mały ja w środku mnie zawsze był samotny
Dlaczego nie ma przeciwieństwa słowa
samotność?***
Dlaczego nawet po śmierci nie mogę się od
niej uwolnić? No kurwa dlaczego?
Zaczyna świtać, przez co i ja znikam.
Pogadamy podczas następnej burzy. Oby nastąpiło to jak najszybciej.
Z jebanym, kurwa, poważaniem
Kim Namjoon aka Rap Monster
Wypuściłaś
wreszcie długo wstrzymywane powietrze i bezwładnie opadłaś na fotel. Trochę cię
to wszystko przerastało. Klątwa? Jimin? Twoja zgoda? Gdyby nie to, że duch nie
mógł kłamać, pomyślałabyś, że to wszystko jakiś chory żart. Chociaż był jeden
plus całej tej sytuacji. Wreszcie poznałaś imię widma.
Choć list
był strasznie chaotyczny i aż kłuł w oczy od tych wszystkich wulgaryzmów, udało
ci się wywnioskować, że chłopak w wieku dziewięciu lat stracił matkę.
Założyłaś, że to z tego powodu stał się taki, jaki się stał. No i okazało się,
że jednak kiedyś się przyjaźnił z Jiminem. Tylko ciekawe, kiedy to było. Może
właśnie wtedy? W sumie, jak tak sobie wspominałaś, przyjaciel kiedyś opowiadał
ci, że przed ukończeniem dwunastego roku życia przeprowadzał się trzy razy.
Ale nie to
było teraz istotne. Mimo tego, że Namjoon był naprawdę nieprzyjemny, a jego
głos momentami ociekał takim jadem, że aż się bałaś, zrobiło ci się go trochę
szkoda. Ale tylko trochę. Sama przed sobą utrzymywałaś, że chcesz się go po
prostu pozbyć, bo zatruwa ci życie. Tylko dlaczego niektóre jego słowa tak do
ciebie trafiały, jakby odnosiły się bezpośrednio do twojego życia?
~*~*~*~
Przez
najbliższe kilka tygodni niemal cały czas rozmyślałaś nad treścią listu, który
o dziwo, nie rozpłynął się, jak twoje imię na kopercie. Wałkowałaś temat na
wszystkie strony, rozważając wszystkie opcje i możliwości, próbując znaleźć
wyjście z tej poplątanej sytuacji. W końcu doszłaś do wniosku, że – czy chcesz,
czy nie chcesz – musisz z nim szczerze porozmawiać. Inaczej nic z tego nie
będzie. Musisz się o nim więcej dowiedzieć, lepiej go poznać, żeby móc wzbudzić
w sobie jakiekolwiek pozytywne uczucia do tego psychopaty.
Co prawda,
nie spodziewałaś się po nim, że byłby w stanie wyjść z inicjatywą, ale chyba
był już naprawdę zmęczony całą tą sytuacją. Ty już po kilku miesiącach byłaś
wykończona, a on siedział w tym ponad pięć lat. Nie potrafiłaś sobie tego
wyobrazić.
Zrozumiałaś
jednak, dlaczego słowa z listu poruszyły w tobie pewną strunę. Samotność.
Odczuwałaś ją każdego dnia. Z czasem jednak tak się do niej przyzwyczaiłaś, że
przestałaś ją zauważać. Dopiero teraz znowu zaczęło ci to przeszkadzać. Nie
odważyłaś się jednak poszukać kogokolwiek, komu mogłabyś się zwierzyć, bo
wiedziałaś, że natychmiast daliby ci żółte papiery i skończyłabyś w ośrodku dla
umysłowo chorych. Musiałaś najpierw rozwiązać ten problem, dopiero mogłaś
pomyśleć o reszcie.
Pierwsze co,
to wypożyczyłaś z biblioteki mnóstwo książek psychologicznych na temat radzenia
sobie z utratą bliskich osób. Przestudiowałaś je wzdłuż i wszerz, aż oczy
bolały cię od samego patrzenia w ich stronę. Jak na złość wciąż panowała piękna
pogoda, chociaż w sumie trudno się dziwić. Lato zazwyczaj bywa słoneczne, a
burze pojawiają się z rzadka, i w dodatku raczej popołudniami niż wieczorami.
Irytowało cię to trochę, ale nie mogłaś zrobić w tej kwestii nic poza
czekaniem.
~*~*~*~
Wreszcie,
pod koniec września, niebiosa zlitowały się nad tobą. Kiedy tylko twoim oczom
ukazała się sylwetka widma, odczułaś tak ogromną ulgę, że aż go przytuliłaś.
Rap Monster zesztywniał i odsunął cię od siebie gwałtownie, a jego mina
wyglądała jak jeden wielki znak zapytania. Zaśmiałaś się z zażenowaniem,
spuszczając wzrok na swoje stopy.
- Wybacz, po
prostu cieszę się, że… już niedługo będziemy to mieć za sobą – wyszeptałaś.
Zamierzałaś powiedzieć „że cię widzę”, ale w porę ugryzłaś się w język.
Odważyłaś się zerknąć na chłopaka, którego twarz wyrażała powątpiewanie, jednak
wzruszył tylko ramionami, usadawiając się swoim zwyczajem na parapecie i
wciskając ci w ręce sfatygowaną książeczkę, którą otworzyłaś na losowej
stronie.
Więc twierdzisz, że chcesz mnie odesłać…
Ciekawe…
- Tylko, o
ile dobrze zrozumiałam, muszę się z tobą… zakolegować – ostatnie słowo z trudem
przeszło ci przez gardło. Nie wyobrażałaś sobie przyjaźni z takim psychopatą.
Co prawda doceniałaś, że się przed tobą otworzył na tyle, by napisać ów list,
jednak potrzebowałaś lepiej go poznać, by naprawdę chcieć mu pomóc. Na razie to
w większej części chciałaś mieć po prostu święty spokój.
- Pewnie ci
się to nie spodoba, ale muszę cię prosić, byś opowiedział mi o sobie więcej. Bez
tego nie będę w stanie ci pomóc. Musisz mnie jakoś do siebie przekonać i chcę
żebyś wiedział… Mnie naprawdę zależy, żeby cię zrozumieć – podniosłaś wzrok,
czując na sobie chłodne spojrzenie Namjoona, które nieznacznie złagodniało,
ledwo dostrzegalnie, ale jednak.
Zgoda. Co chcesz wiedzieć?
I tak
poszło. Na początku było trochę niezręcznie, bo widać było, że chłopak nie o
wszystkim ma ochotę opowiadać, z drugiej strony i tobie było głupio pytać się o
niektóre rzeczy, ale po jakimś czasie waszą konwersację można było nazwać
„względnie swobodną”. Schody zaczęły się wtedy, kiedy spytałaś, co skłoniło go
do tego, by z niewinnych ludzi wyciągać mroczne instynkty.
Jakby byli niewinni, to nie przyszłoby im do
głowy nic, co mógłbym wykorzystać przeciw nim – parsknął pogardliwie Rap
Monster.
- Nieprawda
– nie zgodziłaś się z nim. – Każdy człowiek ma w sobie coś, co go przeraża,
przez co w pewnych warunkach może stać się potworem. Uważam, że to nieuczciwe,
że celowo doprowadzałeś do tego, by się takimi stali, chciałabym wiedzieć
jednak, dlaczego? Przecież oni nic ci nie zrobili.
Tak sądzisz? Specjalnie wybierałem ludzi,
którzy za życia w jakiś sposób mnie skrzywdzili lub przyczynili się do tego, że
jestem tym, kim jestem. W zamian sprawiałem, że stawali się podobni do mnie.
Czy to nie było uczciwe?
Nie bardzo
wiedziałaś, co na to odpowiedzieć, bo to, co powiedział, miało w sobie jakąś
pokrętną logikę.
- Okej,
zostałeś skrzywdzony. Mściłeś się. Czy to sprawiło, że poczułeś się lepiej? –
odezwałaś się w końcu.
Cóż… Nie bardzo. Szczerze, to nawet trochę
mi ich było szkoda, że przez swoje błędy muszą tak skończyć. Ale śmierć za
śmierć. Oni wszyscy pracowali na to, bym zginął, wielu życzyło mi śmierci, więc
odpłaciłem im tym samym.
- A ta część
wewnątrz ciebie? Co ci o tym mówi?
Twierdzi, że masz rację. Ale to tylko mała
cząstka, pozostała po tym dziewięciolatku, którym kiedyś byłem. Jest miękka.
Nie powinienem jej słuchać, bo przez nią wpadam w kłopoty. Odczucia takie jak
litość i współczucie przeszkadzały mi w życiu, więc się ich pozbyłem. Mimo to,
nie potrafiłem do końca zniszczyć w
sobie tego dziecka. Ukryłem je więc głęboko w środku, by nie udało mu się już
wydobyć na powierzchnię. Widzisz, ludzie są jak zaraza. Kiedy tylko uda im się
z tobą związać, będą próbowali cię zniszczyć. Nie można im ufać, tak samo jak
nie ufa się jadowitym wężom.
- Ale
przecież nie wszyscy tacy są – zaprotestowałaś.
Tak sądzisz? A co ty na to, jeśli ci powiem,
że „twój przyjaciel Jimin” okłamywał cię od samego początku?
- Co masz na
myśli? – zmarszczyłaś brwi, wbijając badawczy wzrok w zjawę, która zaczęła się
przechadzać po pokoju.
Hmm… Pomyślmy… Może to, że to on był owym
przypadkowym przechodniem, który zadzwonił po karetkę w dniu, kiedy straciłaś
pamięć? Chociaż może nie tak do końca przypadkowym, bo z tego, co wiem, łaził
za tobą już od dłuższego czasu…
- Namjoon,
przestań. Skoro był moim przyjacielem, to oczywiste, że się mną interesował –
prychnęłaś zirytowana, nie rozumiejąc, dlaczego chłopakowi tak bardzo zależy,
żeby zdyskredytować Jimina.
Jak chcesz. Możesz sobie wierzyć, że „twój
przyjaciel” był z tobą szczery. Mnie to nie robi żadnej różnicy, za to tobie
pewnie zrobi, kiedy wreszcie dowiesz się prawdy. Chciałem cię tylko ostrzec,
być w kluczowym momencie nie zmieniła swojej decyzji i nie skazała mnie na
wieczne znoszenie twojego towarzystwa, bo to, że ten kłamca będzie musiał
wszystko wyjaśnić, jest pewne jak to, że kiedyś umrzesz.
- Namjoon… -
powiedziałaś ostrzegawczym tonem, ale on kompletnie cię zignorował.
Nie chcesz, to nie muszę ci mówić nawet
tego, co mogę, ale potem będziesz żałować, że mnie nie posłuchałaś. A jak
skurwiel zacznie się tłumaczyć, to…
- Jak możesz
nawet po śmierci udawać takiego aroganckiego dupka, traktującego wszystkich jak
nic niewarte śmieci? – przerwałaś mu ze złością, stając z zaciśniętymi
pięściami przed zjawą tak blisko, że czułaś lodowaty chłód bijący od jego
skóry.
Widmo
popatrzyło na ciebie z politowaniem, pokręciło zrezygnowane głową i usiadło na
parapecie tyłem do ciebie, podciągając kolana pod brodę.
Chcesz znać prawdę? Proszę bardzo. To
wszystko jest bardzo proste, tak proste, że wciąż nie mogę uwierzyć, że
uświadomienie sobie tego zajęło mi aż tyle czasu. Wszystko sprowadza się do
tego, że nie potrafię zaakceptować faktu, że w środku wciąż jestem tym słabym
dzieckiem, które pozwoliło umrzeć matce.
Szczera
odpowiedź Rap Monstera zaskoczyła cię. Sądziłaś, że dalej będzie brnął w te
słowne gierki, próbując wyprowadzić cię z równowagi, przez co jego słowa
odebrały ci mowę. Milczałaś dłuższą chwilę, próbując właściwie dobrać słowa.
- Przecież
właśnie przez to, że je w sobie zamknąłeś, nie pozwalasz mu dorosnąć. Nie
pozwoliłeś sobie stać się mężczyzną – powiedziałaś najłagodniej jak umiałaś,
ale chłopak tylko rzucił ci spojrzenie w stylu „co ty możesz o tym wiedzieć?”.
Westchnęłaś cicho i przysiadłaś na szafce, kładąc dłoń na lodowato zimnym
ramieniu zjawy.
- Wiesz…
Myślę, że to nie ja jestem pierwszym powodem, dla którego tu zostałeś. Wydaje
mi się, że twoją niedokończoną sprawą jest właśnie to, przed czym tak usiłujesz
uciec.
To co mam zrobić? Zrezygnować z tego, czym
żyłem, pff, egzystowałem przez wiele lat? Z tego, kim jestem?
- Namjoon,
doskonale wiesz, że nie jesteś taki, zresztą sam to przyznałeś. A to, co
nazywasz siłą, wcale nią nie jest. Agresja i obojętność na los innych nie są
oznakami siły, tylko słabości. To tylko próba ucieczki od problemów i życia,
które najwyraźniej cię przerasta. Musisz się z tym w końcu zmierzyć…
Widmo wstało
gwałtownie i wyszło przez ścianę, a w twojej głowie rozbrzmiała gniewna
odpowiedź zjawy.
Zamknij się wreszcie i przestań udawać taką
mądrą! Nie masz prawa mówić mi, co mam robić, zresztą sama lepsza nie jesteś!
Cały dzień tylko się opierdzielasz, nie masz pracy, znajomych, o przyjaciołach
nie wspominając! Weź najpierw sama się ogarnij i zostaw mnie w spokoju!!!
Gorąca łza
spłynęła ci po policzku i skapnęła na kartkę. Szybkim ruchem zamknęłaś
pamiętnik i czym prędzej opuściłaś pokój Jimina, trzaskając drzwiami. Rzuciłaś
się z impetem na łóżko i rozpłakałaś się. Jak
on śmiał?! Jak mógł powiedzieć mi coś takiego? Przecież to jego wina! To przez
niego zginął Jimin! Przez niego…
Ucichłaś
nagle, zdając sobie sprawę, że to, co chciałaś powiedzieć, nie jest do końca
prawdą. Owszem, to on odebrał ci Jimina, ale to nie z jego powodu zamknęłaś się
na wszystkich. To nie przez niego miałaś opinię dziwaczki. To nie on zabronił
ci spotykać się z innymi i nawiązywać nowe znajomości. To była twoja duma. Ty
też nosiłaś maskę i nie odkrywałaś jej przed innymi.
Z ciężkim
westchnieniem obróciłaś się na bok. Płakałaś w milczeniu, a twój mózg bez
przerwy podsuwał ci coraz to nowe wspomnienia sytuacji, w których miałaś szansę
wyjść do ludzi, ale tego nie zrobiłaś. Minęło
już prawie pięć lat, odkąd się obudziłam, a dopiero teraz uświadomiłam sobie
własną głupotę… Wybuchnęłaś histerycznym śmiechem, wtulając twarz w
poduszkę. To moja wina. Mój brak chęci.
Moje zaniedbanie. On ma rację. Jak mogę go pouczać, skoro sama nie jestem
lepsza? Westchnęłaś cicho, zamykając zaczerwienione oczy i po niedługiej
chwili odpłynęłaś do krainy snów.
~*~*~*~
Słowa Namjoona podziałały na
ciebie jak kubeł zimnej wody. Zrozumiałaś, że nie dasz rady pomóc jemu i sobie,
póki wciąż będziesz tkwić w tym bagnie. Dlatego następnego dnia poszłaś do
schroniska i przygarnęłaś sobie zwierzątko. Był to kot, kilkumiesięczny,
zaniedbany. Mimo młodego wieku miał wiele blizn i był ślepy na jedno oko, a
jego ruda sierść była przyszarzała,
posklejana i oklapnięta. Widać było, że dopiero przyjechał do schroniska, ale
było ci go tak żal, że natychmiast wzięłaś go ze sobą. Kociak był tak
przerażony, że nawet się nie wyrywał, wpił się tylko ostrymi pazurkami w twoje
dłonie, jednak mimo bólu patrzyłaś na zwierzątko z czułością.
Nazwałaś kotka Oscar, ze względu
na jego blizny (dla nieogarniających angielskiego: blizna = scar xD).
Opiekowałaś się nim najlepiej, jak tylko potrafiłaś, ale i tak zwierzak
przekonał się do ciebie dopiero po kilku tygodniach. Przez ten czas Rap Monster
„odwiedził” cię ledwie dwa razy, za każdym razem też rozmawiałaś z nim, dopóki
zmiana pogody nie zmuszała go do zniknięcia, przez co kompletnie przestałaś się
go bać. W międzyczasie też zaczęłaś przeglądać tony stron z ogłoszeniami o
pracę. Niestety, było bardzo niewiele propozycji dla osób z twoim
wykształceniem.
Dopiero pod koniec listopada
wpadłaś na odpowiednie ogłoszenie: praca w bibliotece połączonej z kawiarnią. Był
to jakby dar opatrzności, bo już zaczynałaś tracić nadzieję.
Mimo początkowych obaw, zostałaś
przyjęta. Jako że kochałaś książki całym sercem, była to dla ciebie wymarzona
praca. To co, że musiałaś dojeżdżać na drugi koniec miasta. Grunt, że wreszcie
coś w życiu robiłaś.
Przez te kilka miesięcy dosyć
dobrze poznałaś Namjoona, który, przy sprzyjającej pogodzie, odwiedzał cię
nawet w pracy. Było to nawet zabawne, tylko musiałaś się pilnować, żeby nie
wyskoczyć z jakimś głupstwem przy współpracownikach i klientach. Zdążyłaś się
jednak już przyzwyczaić do chorych wybryków widma, które nawet po śmierci było
strasznie niezdarne, co i rusz niszcząc długopisy lub przewracając stosy książek.
Nawet jego żarty zaczęły cię bawić. Co prawda, zawsze wypowiadał je tonem tak
wypranym z emocji, że nie zawsze łapałaś, o co chodzi, doceniałaś, że mimo
niechęci duch próbuje się z tobą zaprzyjaźnić. I, choć wciąż nie chciałaś tego
przyznać, nawet mu się to udało.
Wciąż w rozmowach nie
poruszaliście tematu Jimina, mimo iż Rap Monster czasem rzucał różne aluzje,
które zmuszały cię do ponownego zweryfikowania pewnych fragmentów swojego
życia. Powoli przyjmowałaś do wiadomości, że rzeczywistość, w której żyłaś
jeszcze trzy lata temu, wcale nie była tak kolorowa, jak ci się wydawało, a
twój przyjaciel wcale nie był taki idealny, jak ci się do tej pory wydawało.
Byłaś zła na ducha za to, że po kolei niszczył te wszystkie piękne iluzje, oraz
na siebie za to, że nie umiałaś sama dostrzec prawdy.
Pewnego dnia pod koniec stycznia
zorientowałaś się, że mimo iż współczułaś zjawie i wiedziałaś, jak się męczy,
pozostając w świecie, do którego już nie należał, jakaś część ciebie tak
naprawdę wcale nie chciała odsyłać Namjoona na drugą stronę. Trochę cię to
przeraziło, więc przy nadarzającej się okazji powiedziałaś o tym chłopakowi,
który pokiwał tylko głową i zniknął, zostawiając cię samą ze swoimi myślami.
Kilka dni później na stoliku
znalazłaś kopertę z twoim imieniem. Uśmiechnęłaś się na wspomnienie innej
koperty, którą otrzymałaś kilka miesięcy temu, i otworzyłaś ją czym prędzej. W
środku było podane miejsce i dokładny czas, w którym miałaś się stawić, by
uwolnić Rap Monstera od klątwy. Z jednej strony ucieszyłaś się, bo widmo, z
którym zdążyłaś się już zaprzyjaźnić, odzyska spokój, ale z drugiej dotarło do
ciebie, że będzie ci brakowało tych nocnych rozmów. Oscar, jakby wyczuwając
twoje myśli, wskoczył ci na kolana i ułożył na nich wygodnie, przerywając narastającą
ciszę zadowolonym mruczeniem, kiedy twoja dłoń bezwiednie zaczęła głaskać go po
futerku. Uśmiechnęłaś się smętnie, zastanawiając się, jak to będzie, kiedy
twoje życie wreszcie wróci do „normalności”. Co prawda, od czasu, kiedy
znalazłaś pracę, twoje samopoczucie i relacje z ludźmi uległy znacznej
poprawie, wciąż nie potrafiłaś się skupić na żywych na tyle, by się z kimś tak
naprawdę zaprzyjaźnić. Przed oczami stanęły ci twarze dwóch dziewczyn z twojej
pracy, które bardzo polubiłaś i z którymi spędzałaś najwięcej czasu. Poczułaś
smutek, że przez tą całą nienaturalną sytuację z Namjoonem nie poświęcasz im
tyle uwagi, ile byś chciała. Byłaś rozdarta między światem materialnym i
niematerialnym, nie należąc w pełni ani do jednego, ani do drugiego. Popatrzyłaś
na kartkę, którą wciąż ściskałaś w ręce i podjęłaś decyzję.
Czas wreszcie zostawić za sobą
przeszłość i zacząć żyć teraźniejszością.
~*~*~*~
Kilka minut
przed zmierzchem zjawiłaś się na umówionym miejscu. Był to stary, zniszczony
kościół, niecałą godzinę marszu od twojego domu. Właściwie były to już tylko
ruiny, ukryte w gęstwinie drzew. Aż dziwne, że choć były tak blisko miasta i
drogi, nikt o nich nie wiedział.
Prószył
śnieg, pokrywając wszystko dookoła białym puchem, przez co miejsce wyglądało jak
z bajki. Uśmiechnęłaś się lekko, widząc nadchodzącą z naprzeciwka
charakterystyczną sylwetkę Namjoona, a kiedy dostrzegłaś za nim drugą, równie
znajomą postać, zakryłaś usta dłonią, z trudem powstrzymując się przed
rzuceniem się na szyję zmarłemu przyjacielowi.
- Jimin… -
szepnęłaś, próbując powstrzymać napływające ci do oczu łzy. Wyciągnęłaś z
kieszeni kartkę, którą wyrwałaś z pamiętnika chłopaka, żeby móc się porozumieć
z duchami, a na niej natychmiast wykwitły słowa, zapisane złocistym atramentem.
Witaj ______. Dawno się nie widzieliśmy.
Jego głos
był łagodny, z nutką rozbawienia, dokładnie taki, jak zapamiętałaś. Zrobiłaś
ruch, jakbyś chciała go przytulić, ale niższy z chłopaków odsunął się o krok,
wyciągając przed siebie ręce w obronnym geście.
Nie rób tego. Nie możesz mnie dotknąć, bo
zniknę. Ja, w przeciwieństwie do Namjoona, nie zapewniłem sobie odporności na
ludzki dotyk.
Z twojej
piersi wyrwał się krótki, urywany szloch, ale stosunkowo szybko udało ci się
opanować.
- To co mam
zrobić? – wyszeptałaś, wciąż nie ufając swojemu głosowi. Jimin już miał ci odpowiedzieć, kiedy delikatne, złote litery
zostały zagłuszone przez te wypisane krwistoczerwonym atramentem.
Najpierw opowiesz jej o tych wszystkich
kłamstwach, którymi ją karmiłeś przez trzy lata. A także o tym, że przed
„wypadkiem” dwukrotnie wezwała policję, bo ją nachodziłeś. A nie, to był „jakiś
gość w kapturze”, bo nawet nie miałeś odwagi pokazać swojego ryja ~ głos
Rap Monstera ociekał sarkazmem i pogardą.
Wciągnęłaś
gwałtownie powietrze w płuca, przenosząc zszokowany wzrok na niższego ducha.
- Jimin? To
prawda?
Chłopak
westchnął ciężko, wbijając wzrok w swoje dłonie.
Niestety tak. Nie byłem twoim przyjacielem
przed wypadkiem. Szczerze, to nawet mnie nie znałaś, za to ja wiedziałem o
tobie wszystko. Gdzie mieszkasz, jak się nazywasz, co lubisz, jakie masz
zainteresowania…
-
Stalkowałeś mnie? – przerwałaś mu, patrząc na niego wzrokiem pełnym wyrzutu i
nieufności. Jimin podniósł głowę, posyłając ci przepraszające spojrzenie.
Ja… Chyba można tak powiedzieć. Fascynowałaś
mnie, odkąd tylko cię zobaczyłem. Twoje rysy twarzy, tak odmienne od zwykle
spotykanych i niecodzienny akcent tak mocno wbiły mi się w mózg, że…
Duch
pokręcił głową zrezygnowany. Nie potrafił spojrzeć ci w oczy. Długo milczał, a
gdy wreszcie się odezwał, jego głos był pełen łagodności pomieszanej ze swego
rodzaju prośbą i szczyptą smutku.
Potem zdarzył się ten wypadek, w którym
straciłaś pamięć. Wtedy myślałem, że to dla mnie błogosławieństwo, że mógłbym
ci powiedzieć, że byliśmy parą i inne durne rzeczy, ale… nie potrafiłem cię
okłamać. W miarę jak poznawałem bardziej ciebie, twój charakter, osobowość, coś
się zmieniło. Przestałem czuć tę chorobliwą potrzebę kontrolowania cię i
obserwowania na każdym kroku, przestałem chcieć na siłę być kimś więcej niż
byłem. Bycie twoim przyjacielem w zupełności mi wystarczało, dopóki byłaś
szczęśliwa. Dobrze wiesz, że nigdy nie pozwoliłbym cię skrzywdzić…
- To
dlaczego mnie okłamywałeś? Wierzyłam w każde twoje słowo, a ty doskonale o tym
wiedziałeś. I nigdy nie powiedziałeś mi prawdy. Dlaczego?
Chłopak
parsknął sfrustrowany, odwracając się do ciebie plecami. Widać było, że trudno
jest mu o tym mówić. Nigdy nie był szczególnie wylewny jeśli chodzi o
przeszłość, podobnie jak i ty, a dzisiaj i tak powiedział zbyt dużo jak na jego
standardy. Myślałaś, że już się nie odezwie i odejdzie, ale ku twemu
zaskoczeniu na białej kartce z pamiętnika wykwitły złociste litery.
Nie powiedziałem ci, bo za bardzo się bałem.
Bałem się, że mnie znienawidzisz i w złości zrobisz coś głupiego, czego potem
będziesz żałowała. Dobrze wiesz, że w złości najpierw robisz, a potem myślisz.
Nie chciałem, byś przeze mnie zrobiła sobie krzywdę.
Prychnęłaś
cicho, ale po chwili zastanowienia przyznałaś mu rację. Cholerny dupek! Za
dobrze cię znał.
Nie dziwię się, że jesteś na mnie zła, sam
bym był zły, gdybym się dowiedział czegoś takiego. Jednak chciałbym, byś
zrozumiała, że cokolwiek się wydarzyło w przeszłości, zawsze starałem się być
jak najlepszym przyjacielem. Zawsze byłaś dla mnie ważna, ważniejsza od innych
spraw. Zawsze miałem dla ciebie czas, kiedy tego potrzebowałaś. Zawsze…
- Przestań…
- jęknęłaś. W kącikach oczu zebrały ci się łzy, które po chwili spłynęły po
twych policzkach. Kłębiło się w tobie mnóstwo emocji, od gniewu i żalu do
wdzięczności i wzruszenia. Nie chciałaś go słuchać, nie chciałaś mu przebaczać,
a doskonale wiedziałaś, że jeszcze jedno zdanie, a to właśnie zrobisz.
- Nie chcę
cię słuchać. Nie chcę ci wybaczać. Ale nie jestem w stanie nad tym zapanować i
choćbym chciała, nie potrafię cię nienawidzić. Dlatego proszę cię, po prostu to
zrób. Chcę mieć to z głowy i nie musieć was nigdy oglądać. Obaj jesteście
skończonymi dupkami…
Ekhm, chciałaś powiedzieć: martwymi dupkami –
wtrącił się Namjoon z cieniem uśmiechu na ustach, tak charakterystycznym dla
niego. Parsknęłaś z rozbawieniem, ale przyznałaś mu rację.
- Tak,
martwymi dupkami. A to najlepszy argument, że nie powinnam was widzieć ani z
wami gadać. Przez to wychodzę na jeszcze większą wariatkę, niż w
rzeczywistości, dlatego z łaski swojej, Jiminnie, zdejmij z naszego drogiego psychopaty
tę cholerną klątwę, a wtedy obaj pójdziecie tam, gdzie powinniście się znaleźć
już dawno.
Twój zmarły
przyjaciel, który okazał się być stalkerem, westchnął ciężko z wyraźnym
smutkiem.
Okej, zgoda, ale pod jednym warunkiem.
-
Mianowicie? – rzuciłaś zniecierpliwiona. Chciałaś już wrócić do domu, zamiast
stać i marznąć w tych obskurnych ruinach.
______, proszę, nie spiesz się zbytnio do
nas. Ja wiem, że jesteśmy tacy super i w ogóle, ale…
- Nie ma
sprawy. Z pewnością minie wiele czasu, zanim będę w stanie pogodzić się z tym,
że aż tak mnie okłamywałeś – powiedziałaś gorzko, ale jednocześnie uśmiechnęłaś
się delikatnie na znak, że nie jesteś zła.
Dobra, starczy tego. Jimin, ja wiem, że
wolałbyś sobie jeszcze pogadać, ale – aż wstyd mówić – dupa mi odmarza. Zdejmuj
tę cholerną klątwę i chodźmy wreszcie do domu – odezwał się Namjoon tonem,
o który byś go nie podejrzewała. Chłopak był szczerze rozbawiony waszymi minami,
kiedy oboje jak na komendę spojrzeliście na niego, stając w identycznych pozach
i z identycznym wyrazem twarzy. Pierwsza przerwałaś tę dziwną sytuację, cofając
się o dwa kroki. Posłałaś Koreańczykom pożegnalny uśmiech i z lekkim smutkiem
przyglądałaś się, jak obaj nacinają swoje dłonie i wymieniają uścisk. W tym
samym czasie Jimin zaczął szeptać jakieś dziwne słowa, a ich obu otoczyła
blada, mglista poświata. I jeden i drugi popatrzyli na ciebie ostatni raz,
jeden przepraszająco, a drugi z wdzięcznością, a potem zniknęli, jakby nigdy
ich nie było.
Stałaś tam
jeszcze przez chwilę, wbijając tępy wzrok w miejsce, gdzie stali, a kiedy mróz
stał się naprawdę dokuczliwy, ruszyłaś w stronę domu. Twoje myśli były jednak
zaprzątnięte tymi dwoma debilami, którzy wywrócili twoje życie do góry nogami.
Obaj sprawili, że wszystko się zmieniło, obaj cię zranili i obaj byli ci na
swój sposób bliscy, choć różniło ich tak wiele. Obaj mieli na początku niezbyt
przyjazne zamiary wobec ciebie, ale w końcu obaj zachowali się najlepiej, jak
mogli. Jeden uratował ci życie, drugi opiekował się tobą po utracie pamięci.
Jeden odebrał ci przyjaciela, drugi sprawił, że zaczęłaś się zastanawiać, czy
on kiedykolwiek był twoim przyjacielem.
Ale mimo
tych wszystkich złych rzeczy, które ci zrobili lub chcieli zrobić, pokochałaś
ich jak rodzinę. Nie wiedziałaś, jak się twoje życie dalej potoczy, ale jedno
wiedziałaś na pewno.
Żegnajcie, debile. Nigdy was nie zapomnę.
*Rap Monster
Awakening
**Rap
Monster Do You
***Rap
Monster Life
Sama nie wiem od czego mam zacząć. Naprawdę kawał świetnej roboty! Ciągle przechodziły mnie dreszcze, kiedy czytałam o Widmie, jego wzroku i czerwonymi napisami. Przerażające! Na miejscu bohaterki, to już dawno dostałabym zawału. xD
OdpowiedzUsuńSama długość scenariusza jest satysfakcjonująca i naprawdę chciałoby się przeczytać więcej. Co do samej historii - na samym początku nie spodziewałam się paranormalnej fabuły i chociaż nie przepadam za takimi rzeczami, to tutaj się wciągnęłam jak nigdy. Druga rzecz, która mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyła to motywy Namjoona. Spodziewałam się tego, że bohaterka go skrzywdziła, porzuciła, jakieś miłosne rozterki a tutaj... okazało się, że chciał się zabawić i zabić? Musiałam przeczytać dwa razy ten fragment aby się upewnić, bo szczerze nie dowierzałam. Napisałaś naprawdę (nadużywam słowa naprawdę... to źle xd) niebanalny scenariusz, do którego nieraz się wróci. Ten fragment, gdzie Rap Monster i bohaterka poznają i pomagają zrozumieć siebie nawzajem jest po prostu wspaniały. O samej końcówce nawet nie wspominając. Jimin jako stalker? To też był niezły zwrot akcji. Po przeczytaniu końcówki, czuję się taką pustkę. Odeszli. Nie ma ich już. Omo, wzruszyłam się. ;-;
Jeszcze raz to powiem: cudowny scenariusz, do którego na pewno jeszcze wrócę! :)
Omo... Kobieto, jak tylko zaczęłam czytać twój komentarz, dostałam takiego ataku fangirlingu, że normalnie jakiś kwadrans zajęło mi uspokojenie się XDD
UsuńMatko, tak strasznie ci dziękuję za takie mega miłe słowa, no po prostu nie mogę. Nigdy bym się nie spodziewała, że którakolwiek z moich prac komukolwiek się spodoba, a już tym bardziej ta. Ten scenariusz wydawał mi się tak strasznie chaotyczny, poza tym pisałam go w trzech dosyć długich odstępach czasu i miałam wrażenie, że to się nie trzyma kupy. Dlatego ogarnij moją reakcję, kiedy przeczytałam twoją opinię. Masakra. Hespe jakieś pięć razy stwierdziła, że mam kuku w głowę XDD
Nie no, ale wielkie dzięki ;3 ;* <333
Pozdrawiam~
Cieszę się, że wywołam kilkoma słowami taką radość. Powinnaś być bardziej pewna swoich prac, które są naprawdę dobre! :) Rozumiem to, bo nieraz sama pisałam scenariusz w wielkich odstępach czasu. Ten scenariusz naprawdę do teraz siedzi mi w głowie. :D
UsuńCzytałam to na pewno ponad pół godziny i jedyny komentarz, jaki teraz chodzi mi po głowie to jedno wielkie WOW. Jakim cudem można stworzyć taki klimat w opowiadaniu? Jak można tak szczegółowo opowiedzieć wydarzenia, żeby można było się wczuć w głównego bohatera... Ale nie tak, że się wczuć. tylko mieć wrażenie, że się nim JEST... Jestem pod takim wrażeniem Twojego talentu, że... Nie, no po prostu nie mam pojęcia, jak to skomentować... Każdy przymiotnik jaki znam, a znam ich sporo, jest niedostatecznie dobry, aby opisać to opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPo prostu brawo. To trzecie w moim życiu opowiadanie, które tak mnie wciągnęło...
Pozdrawiam
Omo... wielkie, ogromne, gigantyczne dzięki za tak miłe słowa. To niesamowite wyróżnienie, że moja praca aż tak ci się spodobała. To bardzo wiele dla mnie znaczy.
UsuńJeszcze raz bardzo ci dziękuję ;3 ;* <333
Pozdrawiam~
Kiedy następna część street racing? Musicie mi wybaczyć, że piszę tu ale wraz z przyjaciółką nie możemy się doczekać. Weny! :)
OdpowiedzUsuń